Pokazywanie postów oznaczonych etykietą their life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą their life. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2013

red hot!


J: No pokaż się!
L: W żadnym wypadku.


L: Nie rozumiem w ogóle, jak mogłaś mi to zrobić. No sorry, teraz stąd nie wyjdę.
J: Bo nie dostaniesz nowych ciuchów! Bo Cię nigdzie nie zabiorę w ferie!


L: Uch, ty poczwaro.. A tak uwielbiałam swoje ślimaki!

Mimo to, udało mi się ją namówić na 'trzy szybkie' ;)







To jest już zupełnie inna lalka.
Wig przyszedł wczoraj i cały wczorajszy dzień spędziłam na zachwycaniu się Nią.
Jest przecudowna. Prześliczna. 
Czemu czerwień? Niektórzy wiedzą, że mam wielką słabość do czerwonowłosych lalek, więc może dlatego..
Sama już nie wiem, w których włosach wygląda lepiej. Ale wiem, że za nic, za nic nie byłabym w stanie jej oddać.
A Wy co sądzicie?

poniedziałek, 29 października 2012

feeling fall

Hej :) To znowu ja. Dzięki uprzejmości mojej przyjaciółki mogę wstawić sesję, którą zrobiłam w sobotę. Specjalnie wywlekłam się z łóżka wcześniej, żeby zabrać Linger do miejsca, gdzie spokojnie można było cyknąć kilka zdjęć... I nikt nam nie przeszkadzał. Na zdjęciach widzicie płaszczyk, który uszyłam w zeszły weekend, szalik zrobiony na drutach i czapkę wydzierganą na szydełku. A buty - oczywiście z Pepco :D Chociaż sama nie jestem fanką śniegowców, uważam, że Linger prezentuje się w nich ślicznie (ta wielka głowa, chude ciałko, no i na dole te sporych gabarytów buty...)

I cóż... Linger była bohaterką weekendu, bo zaliczyła aż trzy sesje w plenerze. Kocham plenerowe zdjęcia! Ważne jest tylko żeby znaleźć takie miejsce, gdzie nie ma za dużo ludzi...

Jeszcze tylko dwa dni, wytrzymamy ;)














U wszystkich zima, śnieg, a u nas - poza tym, że paskudnie zimno - wciąż piękna jesień...

Trzymajcie się, niedługo długi weekend, yeah!

piątek, 24 sierpnia 2012

new clothes!

Dziś usiadłam do maszyny. Linger może już z dumą prezentować nowe ciuszki, z garderoby jesiennej w dodatku.
Wczoraj dorwałam świetne skarpetki i świetną koszulkę.
Już niedługo więcej projektów z wykorzystaniem tego pierwszego materiału ;)
I uwaga, niespodzianka: niedługo otwieram zakładkę "for sale".
Może i idealnie nie szyję, ale chcę się z Wami podzielić moimi ciuszkami :D
Jeszcze nie wiem, co się tam znajdzie. Gdyby ktoś był czymś konkretnym zainteresowany - proszę o sugestie w komentarzach.

A oto i nasza modelka w pierwszych jesiennych już (niestety -,-) ciuszkach:




Znalazło się miejsce na rock'n'roll-ową bluzę, bo Linger to rock'n'roll-owa dziewczyna ;) A bluza jest tak uniwersalna, że można ją nosić albo tak jak pokazała nam Panna powyżej, albo tak jak prezentuje poniżej:
Materiał to istne cudo ;)



A tu panterkowe rajstopki. Sama ostatnio wykorzystywałam do czegoś panterkę, kupiłam trochę z metra, a reszta - dla Linger! Myślę, że panterkowe rajstopki pojawią się w zakładce "for sale", czemu nie?...



I jeszcze skarpetkowy sweterek. Pamiętacie je jeszcze? :p Ja dorwałam te śliczne skarpetki wczoraj i mam jeszcze materiał na drugi sweterek, troszkę inny. Linger zachwycona ciuszkiem, zasmucona perspektywą bliższej niż dalszej jesieni. Tfu!... Jeszcze dużo wakacji :)



MAŁY BONUS:


* * *

Do maszyny, do maszyny, do maszyny!
Na dzisiaj jestem już przegrana.

sobota, 28 lipca 2012

see you soon


L: Hej, możesz mi wyjaśnić, co się dzieje?
J: Tzn?
L: Wszyscy biegają, wyciągają różne rzeczy, pakują się...
J: Aha, no tak. Widzisz, jutro wyjeżdżamy.


L: Co?... Ale gdzie?... Nie odsyłasz mnie do domu, prawda?...
J: Jasne, że nie. Jedziemy na wakacje.
L: No ale przecież jestem tu dopiero od tygodnia... Dopiero od niedawna mam łóżko, dopiero co się zadomowiłam... I już wyjeżdżamy?!
Czyli... Czekaj... ZABIERASZ MNIE ZE SOBĄ?!
J: Tak ;)

* * *
I rzeczywiście, jutro wyjeżdżamy. Nie będzie nas całe dwa tygodnie, a że nie będę miała dostępu do internetu, nie będę komentować i przeglądać Waszych blogów. Z góry przepraszam, ale po powrocie będzie dużo do nadrobienia ;)
Gdzie jedziemy Wam teraz nie zdradzę, ale po powrocie spodziewajcie się duuuużo zdjęć :D
To dlatego się tak spieszyłam z szyciem, żeby Linger miała w co się ubrać. Tylko żałuję, że ma zaledwie jedną parę bucików, ale z tym też sobie poradzimy.



- see you soon :3

I MAŁY BONUS:


L: Mimo, że mieszkam tu dopiero tydzień, nawet ja się zorientowałam, że na blogach ostatnio źle się dzieje. Proszę, zastanówcie się nad tym. W życiu nie chciałabym trafić do domu, gdzie miałabym powyginane ciałko i zeszmacone włosy. Tu mi na razie dobrze... Chociaż zobaczymy, co będzie dalej...
Ale proszę, zastanówcie się, my naprawdę nie jesteśmy zabawkami...

* * *
see you soon everybody, I'll miss :3

sobota, 21 lipca 2012

welcome in your new home

Witajcie ponownie ;D Panna jest taka cudowna, że nie mogę od niej oczu oderwać i w głowie mi się nie mieści, że jest moja :D Uszyłam jej już kilka ciuszków, ale dziś chciałam Wam pokazać krótką historyjkę, jak nowo przybyła poznała paskudy :p Obyło się bez większych ekscesów. Pogoda znowu do niczego, zero światła, wszystko rozjaśniałam w picasie i efekt nie jest powalający -,-

Mimo to chęć obfocenia Wymarzonej ze wszystkich stron przeważa nad wstydem związanym z pokazywaniem Wam kijowych fotek :p Przepraszam!



Wymarzona: Och, zostaliśmy tu sami, w jakimś nowym miejscu...


W: HALOOOO!!! Czy jest tu kto?!!!

Tymczasem całkiem niedaleko...


Julia: Psssst! To chyba ona. Ugh, już tu jest. Przybyła. Ta nowa, "genialna i wspaniała panna" za chwilę zacznie zatruwać nam życie.
Chelsea: proszę cię, nie przesadzaj...


Ch: Dalej, zróbmy to razem. Musimy ją poznać, nie sądzisz?
J: No, niech ci będzie...


W: Ech, nikogo tu nie ma... Zostałam sama... I co teraz będzie?...


Ch: Hej!
W (wystraszonym tonem): Ojej!... Ależ mnie przestraszyłaś. Kto ty?...

(pees - i tu małe porównanie wielkości głów majsinki i dala ;D)

I... uwaga...


Ch: Witaj w domu. Jestem Chelsea. A ta trochę rozkojarzona to Julietta.
W: W domu?...
Ch: Od dzisiaj będziesz z nami mieszkać.
W: Och... A więc nie znalazłam się tu przypadkowo!

Gdzieś na stronie...


J (złośliwym tonem): Czy ty widzisz, jaki ona ma wielki łeb?! hahahaha...


W: No to... Witajcie. Ja jestem Linger.

To imię wybrałam nieprzypadkowo. Pewnie niektórych z Was zdziwi taki wybór, ale "Linger" to tytuł jednej z wielu moich ulubionych piosenek mojego ukochanego, absolutnie genialnego, fantastycznego, wspaniałego, cudownego zespołu The Cranberries. Co więcej, "Linger" otwiera moją ulubioną płytę tego zespoły, The Very Best. Co więcej - to imię wybrała dla Wymarzonej moja przyjaciółka ;)

* * *


Yay, ona jest cudowna ^^

Już wkrótce Linger wystąpi w nowych ciuchach. Do zobaczenia :D

wtorek, 10 lipca 2012

julietta's angry

Hej :D Jestem taka szczęśliwa, że mogę publikować notki, no i od razu trzeba było cyknąć jakąś sesję :D Co prawda to nic specjalnego, takie juliettowe wywody... Na razie odstawiłam maszynę, a następne ciuszki będę szyć na moją Pannę Która Dopiero Przybędzie ;D Na razie jest tajemnicą, kto to będzie, ale mam nadzieję, że jeszcze trochę i będę mogła Wam ją pokazać...

Generalnie jestem tym już totalnie podjarana :D Czego nie można powiedzieć o Julii... Sami zobaczcie dlaczego:


Julia: Ok... Opowiem Wam o tym, co ostatnio spędza mi sen z powiek


J: Trochę głupio mi o tym mówić... Ale już dłużej nie wytrzymam, no i muszę się komuś wyżalić, a Chelsea na pewno zbagatelizowałaby moje obawy. Uch, ona tak zawsze...


J: Chodzi o to, że... No, ona kupuje lalkę. Nie Chelsea, tylko...ONA.


J: Po jakiego czorta jej to ustrojstwo?! Czy my już nie wystarczamy?!


J: No tak... "One mają więcej możliwości. Więcej niż Wy. Ale o Was też nie zapomnę"... TAAAA JASNE na pewno pójdziemy w odstawkę jak tylko TA CAŁA PANNA się tu zjawi.


J: Za co???!


J: Podobno one mają lepsze ręce...


J: ... i nogi...


J: Ale to tylko ręce i nogi, jeju. My też je posiadamy, jakby nie było. Nie rozumiem, po co jej TA CAŁA PANNA...


J: Chyba się potnę... Co za podłe życie...


J: Czy ktoś z Was ogarnia, po co jej ta lalka?! Po co jej ten cały dal?! Ughhhh...


J: Już ja jej dam solidną nauczkę jak tu przyjedzie... Hehe... Dobrze, że wciąż będę tu mieszkać i mieć wpływ na jej samopoczucie... Wbiję jej gwoździe w materac łóżka i zamienię cukier na sól...


J: Więc ostrzegam cię, tajemnicza PANNO... Policzymy się, jak już do nas przyjedziesz.

* * *

Nie wiedziałam, że w Julietcie jest tyle... Wrogości ;D Wychodzi na to, że może być tu ostro. No cóż, niedługo dużo rzeczy w pokoju moich paskud się pozmienia, a nie wiem, czy one będą z tego zadowolone :P Ta najważniejsza zmiana już dobiła Julię, więc dalej może być tylko gorzej... Ale nareszcie będzie się działo coś ciekawego ;D

I taki bonusik (bo rozmarzono-zamyślone pozy mi też nie są obce ^^):