Czerwiec to piękny miesiąc, choć na chwilę obecną zdecydowanie zbyt upalny. Lubię słońce, lubię wysokie temperatury, ale jednak nie aż tak wysokie. Ale czerwiec i tak pozostanie moim ulubionym miesiącem, nawet jeśli będzie sprawiał, że każdego dnia będę się czuć jak jajecznica na patelni.
Poza tym - zapewne niektórzy z Was dostrzegli już, że wreszcie mam nowy nagłówek. Ten poprzedni był stary, zmęczony i mocno nieaktualny, jednak robienie nagłówków nie należy do rzeczy, które robię z przyjemnością (bo nie mam do tego dobrego programu, tajemnica życia, hoho!). Ten nagłówek wykonała dla nas cudowna Madzia, która robi to naprawdę wspaniale. Dziękujemy Ci z całego serca! ♥
Nie mam dziś weny do pisania, więc zostawiam Was z kilkoma zdjęciami Aryi, które są nieco podobne do poprzednich, jednak wykorzystałam w nich pewien wspaniały przedmiot - parasol nabyty w chińskim sklepie za całe dwa złote. Nigdy wcześniej nie byłam w chińskim sklepie. Zapach zapadł mi w pamięć.
Arya nieśmiało podwija swą bluzeczkę, by zaprezentować Wam spódnicę.
Całe wdzianko powstało tydzień temu, już pokochałam ją w takich ciuszkach.
* * *
Obiecuję, że następną sesję zrobię na zewnątrz, smażąc się uroczo w promieniach słońca.
Gdzieś podskórnie czuję, że w tym roku wpisy na blogu będą ukazywały się rzadziej niż w zeszłym. Nie jest to związane z tym, że mam mniej zapału związanego z lalkami - wręcz przeciwnie, poświęcam im bardzo dużo czasu, jednak doszłam do wniosku, że nie czuję potrzeby dokumentowania wszystkiego, co z nimi robię, co szyję i tak dalej. Nie chcę przychodzić do Was z czymś wymuszonym, nijakim, bezbarwnym. Wolę opublikować coś, z czego nie muszę być nawet stuprocentowo zadowolona, ale co ewidentnie opublikować chcę - a niektórych rzeczy po prostu już na tym blogu nie widzę. Może zmieniłam podejście, ale z pewnością nie zmieniły się moje chęci.
A cóż dzisiaj? Bardzo ładna pogoda za oknem, ale nie o tym. Mam dobry humor. Naprawdę dobry. A to za sprawą Panny, która tak nieśmiało spogląda na Was poniżej.
Panna otrzymała imię Arya i przybyła po mnie po dwóch tygodniach mojego niecierpliwego oczekiwania. Była bardzo spontanicznym zakupem - chociaż o Pullipie marzyłam już od początku roku, nie znaczyło to, że miałam potrzebne środki. Oczywiście nie żałuję, ten model uwielbiam od dawna, jednak nigdy nie sądziłam, że akurat tę Pannę przygarnę do swej gromadki. Jestem teraz na etapie zachwycania się nią i faktem, że wreszcie mam upragnionego Pullipa! Wiecie, moja gromadka jest chyba teraz dopełniona.
Arya otrzymała swoje imię poniekąd dlatego, że w ciągu ostatnich dni odrywam nos od drugiej części Pieśni Lodu i Ognia George'a Martina tylko wtedy, gdy naprawdę muszę coś zrobić (choć jednocześnie kłóci się to z tym, że mam na głowie przeróżne zamówienia, prezentacje, projekty, referaty i sprawdziany - maj w szkole jednak nie objawił się tak wspaniale, jak oczekiwałam, pomimo osławionej trzeciej klasy). Jednocześnie oglądam serial i jestem nim naprawdę absolutnie zafascynowana. Choć moją ulubioną żeńską postacią jest Arya Stark, moja Arya nie będzie jej odzwierciedleniem - byłoby to zwyczajnie niemożliwe. Imię jednak jest naprawdę urocze i już od paru dni wiedziałam, że nie mogę nazwać tej Panny inaczej. Swoją drogą - moją ulubioną postacią jest Jon Snow, jednak jestem rozczarowana tym serialowym - książkowy od razu zdobył moje serce, a on z kolei zaburzył cały mój obraz tego bohatera i mogę się jedynie cieszyć, że nim zaczęłam oglądać, przeczytałam przynajmniej połowę pierwszego tomu i w mojej wyobraźni powstał Jon, który zupełnie nie przypomina serialowego. Cóż.
Ale, ale..! Odbiegłam nieco od tematu - to jednak objaw mojej fascynacji Grą o tron i tego, że dawno nic tu nie pisałam. Czy mam pomysł na moją Aryę? Cóż, powoli coś mi się krystalizuje, minie jednak trochę czasu, nim Panna zostanie całkowicie "wykreowana" - jak wspominałam, zakup był naprawdę spontaniczny!
Zostawiam Was tylko z tymi dwoma zdjęciami, ale obiecuję, że pojawi się ich więcej. Mój ojciec zepsuł zamknięcie od akumulatorów w aparacie i wściekam się teraz przy każdym ujęciu, ale dla Aryi jestem w stanie się poświęcić (zresztą dla wszystkich moich lalek!). Nie mogę się doczekać, aż zabiorę ją na porządną sesję - dziś jest tak ubogo, bo z Panną wróciłam do domu dosyć późno, rozpakowywałyśmy ją natomiast wspólnie z Is. Ach, uwielbiam to uczucie, gdy masz już ochotę rozedrzeć karton/papier i zobaczyć twarz swojej nowej podopiecznej/podopiecznego, ale delektujesz się jeszcze ostatnimi sekundami tłumionej ekscytacji, lekkiego zniecierpliwienia i absolutnej końcówki oczekiwania.
Życzę Wam udanego tygodnia i razem z Aryą czekam na komentarze, co też o niej sądzicie i czy oglądacie/czytacie Grę o tron, a także co u Was słychać! :)
Jak tam, gotowi do świąt? Ja oczywiście nie, jak zwykle jestem spóźniona! Nie mogę uwierzyć, że już jutro Wigilia. Ten grudzień minął mi strasznie szybko.... Był bardzo pracowity, miałam próbne egzaminy, etap rejonowy mojego konkursu z angielskiego (zabrakły mi 2 punkty do etapu wojewódzkiego :c - lekko mnie to załamało), robiłam/kupowałam prezenty.... Ale jestem zadowolona!
Nie powiem już, jak szybko minął mi czas od piątku - cały czas dużo robię, mało śpię. Szczerze mówiąc jestem już tak zmęczona, że chcę wreszcie usiąść przy stole, najeść się, a potem iść spać!
Miałam zamiar zrobić milion ozdób do mojego pokoju/domu na święta, oczywiście wiele z tego nie wyszło, ale na coś-niecoś znalazłam czas. Ogólnie w tym roku poświęciłam się raczej sprzątaniu - nie pamiętam, kiedy tak gruntownie wysprzątałam mój pokój! Teraz ogarnę jeszcze szybko biurko i wszystko gotowe. Świąteczną dekorację pokoju zrobiłam dosłownie przed chwilą. Jutro czeka mnie tylko lukrowanie pierników, bo ciasta i większość potraw już gotowa :) Prezenty też zostały zapakowane, jutro muszę tylko wręczyć kilka przyjaciołom, a moja rodzina znajdzie swoje pod choinką.
W tym wszystkim zdążyłam uszyć też coś świątecznego dla mojej parki, dlatego pokażę to Wam jutro - już z życzeniami. A teraz mam dla Was kilka świątecznych ozdób, które zrobiłam dzisiaj - zainspirowała mnie do tego Sheri ze swoim pomysłem, a ja ozdobiłam to według własnej koncepcji ^^
Spojrzę jeszcze szybko na Wasze blogi i znikam dokończyć to, co muszę.
Szczerze mówiąc jestem w szoku, że od ostatniego wpisu minęło tyle czasu! Listopad jest dla mnie dosyć intensywnym i zaskakującym miesiącem, ale jakoś się w nim odnajduję. W czwartek słuchałam sobie kilku świątecznych piosenek (moja ulubiona to chyba "All I want for Christmas is You"). W czwartek w ogóle zostałam w domu, bo miałam niewiele lekcji na które nie warto było iść, więc zrobiłam sobie taki chilloutowy dzień - czasami taki dzień baaaardzo się przydaje ;)
Nie chcę Was jednak szczególnie zanudzać, dlatego od razu przejdę do sedna sprawy. Otóż kiedyś (chyba jeszcze pod koniec wakacji) wspominałam Wam o tym, że zajmuję się różnymi formami rękodzieła, między innymi - lepieniem z modeliny. Nie robię tego szczególnie często, ale jako że muszę zebrać trochę kasy przed świętami na prezenty, postanowiłam przygotować małą porcję biżuterii, którą chciałabym sprzedać. Według mnie taka biżuteria może być idealnym prezentem dla przyjaciółki, siostry czy mamy na Gwiazdkę, a staram się ją sprzedawać po przystępnych cenach ^^ A jeśli nie chcecie nic kupić, zachęcam choćby do obejrzenia :D
Oto kilka zdjęć prezentujących moje ostatnie prace:
Moje prace sprzedaję na allegro, dlatego zapraszam wszystkich zainteresowanych właśnie tam.
Mogę też wykonać wybrane wzory na zamówienie, to tylko część wyrobów, które wykonuję ;)
A jeśli chcesz kupić produkty bezpośrednio ode mnie, wystarczy wysłać maila na adres panna_laura@spoko.pl
Będę systematycznie dodawać różne wyroby z modeliny Fimo, na razie jest tam tylko kilka pierdółek ;)
To koniec tej reklamy. Jeśli nurtuje Was
co u moich lalek?
to niestety nie mam dla Was żadnych zdjęć, brakuje mi trochę pomysłów na miejsca, w których mogłabym robić zdjęcia (ach, moje miasteczko jest takie małe..), czy też kilku rekwizytów do zaplanowanych od dawna sesji. Nie znaczy to jednak, że Linger i Harry są absolutnie zaniedbywani. Wręcz przeciwnie, przez ostatnie kilka tygodni powstało trochę ciuchów - zwłaszcza, że intensywnie pracuję nad garderobą mojego chłopca, który bardzo cierpi na brak ciuchów. Efekty postaram się pokazać Wam jak najszybciej - naprawdę muszę się zmobilizować do jakichś zdjęć!
A jeśli któraś z Waszych Panien marznie w tym chłodnym miesiącu, zachęcam do kupna cieplutkiego, pastelowego sweterka, idealnego na obitsu 23.
Jedyne 13 zł z wliczoną już przesyłką poleconą priorytetową - jeśli chcecie inną, cena będzie niższa :D
Btw - ostatnio rozmyślam trochę nad jakąś zmianą u Linger. Co sądzicie o zmianie jej wiga na taki w kolorze kasztanowym, czekoladowym i np. z boczną grzywką?
A co sądzicie o zmianie jej chipów na ciemnozielone lub szmaragdowe?
Wasze opinie będą bardzo mile widziane! :3
Zostawiam Was jeszcze z widokiem fragmentu mojego biurka, które jest zawalone - czy też "zarośnięte", jak to mówi moja mama - książkami (to też wymówka, dlaczego nie mogę się zmoblizować do zdjęć..). Poza tym to niekształtne, brzydkie brązowe pudełko jest ostatnio moim nieodłącznym kompanem. Odkryłam magię fiszek i nieustannie wrzucam do tego pudełka karteczki z nowymi słówkami, bo już 13 grudnia czeka mnie etap rejonowy z angielskiego D:
Na koniec polecam puścić sobie tę cudowną piosenkę, która jest Wam pewnie dobrze znana. Mnie bardzo poprawia humor i zdecydowanie nastraja świątecznie ^^
Uff, nareszcie rozpoczął się weekend! W dodatku trzydniowy. Ten tydzień był dosyć luźny, miałam okazję świetnie spędzić czas i jestem w bardzo dobrym humorze, ale poza tym mam trochę planów na najbliższe dni i liczę na to, że uda mi się je zrealizować. Mam w sobie mnóstwo zapału, co - jak na mnie - jest dosyć nietypowe jak na tę porę roku.
W tym tygodniu razem z Zuzą miałyśmy okazję zrobić wspólne zdjęcia Linger i Victorii i to właśnie z nimi dzisiaj do Was przychodzę. Zdjęcia (mam nadzieję) pachną jeszcze piękną polską jesienią i wspaniałymi kolorami. Mimo to czuję, że robi się już coraz chłodniej i pewnie niedługo trzeba będzie wydobyć z szafy zimowy płaszcz, szal i rękawiczki.... Tymczasem na tych zdjęciach widać też lepiej sukienkę Linger, którą wytworzyłam w weekend.
Według mnie dziewczyny od razu się polubiły i zostały przyjaciółkami, choć jest między nimi widoczny kontrast ;)
A w formie niewielkiego bonusu zdjęcia Linger w rozkosznej czapie Victorii (było trochę ciemno, ale musiałam mieć jej zdjęcie w tym cudzie!):
Dziś Halloween, więc wieczór zapowiada się dosyć ciekawie. Nie mam jakichś szerokich planów, ale razem z przyjaciółkami wybieramy się na cmentarz. Jutro jest Wszystkich Świętych, a to jedno z moich ulubionych świąt - i choć już teraz wiem, że w tym roku będzie ono inne niż zazwyczaj, i tak się na nie cieszę.
Liczę też na to, że uda mi się co nieco wytworzyć przez te trzy dni, a z efektami przyjdę do Was później.
Sobota była dla mnie naprawdę cudownym dniem, bo miałam przyjemność pojechać na Japanicon :) Był to mój pierwszy konwent i muszę przyznać, że wywarł na mnie naprawdę duże wrażenie. Czekałam na niego właściwie od roku, a i tak przerósł on moje oczekiwania. Poza tym spędziłam go w naprawdę cudownym towarzystwie i świetnie się bawiłam, a wieczorem żałowałam, że ten czas tak szybko minął. Udało mi się również spróbować sushi - jest pyszne! Teraz będę starała się jeść je przy każdej możliwej okazji :D
Korzystając z okazji kupiłam też trochę pierdółek różnego rodzaju, pochwalę się nimi na końcu c: Chyba najbardziej cieszę się z Pocky!
Próbowałam robić trochę zdjęć, ale najpierw nie chciało mi się wydobywać aparatu z odmętów torby (była wypchana po brzegi), a gdy już go wyciągnęłam.. No cóż, ja po prostu nie potrafię robić zdjęć w takich warunkach, nigdy nie wychodzą tak, jakbym chciała. Dlatego tylko kilka zdjęć z samego Japaniconu, na który z pewnością wybiorę się też w przyszłym roku! ^.^
Moje zdobycze (plakat i manga należą już teraz do mojego brata, a jedna paczka Pocky trafiła do Is ♥)
* * *
Ten tydzień zapowiada się ciężko, więc czekam już na weekend, a wówczas planuję zrealizowac w końcu pewną sesję :3
Postanowiłam coś tu napisać.. Bardzo odkrywcze, prawda? Ostatnie dwa tygodnie spędziłam w rozjazdach, teraz jestem już u siebie i nie zamierzam się ruszać z mojego miasta aż do końca wakacji (wykluczając kilka dni, kiedy jadę do Poznania). Nie ukrywam, że zdążyłam zatęsknić za blogiem. Liczyłam na to, że podczas mojej nieobecności zrobię dużo zdjęć - i owszem, raz zebrałam się na konkretną sesję, ale pogoda trochę pokrzyżowała moje plany i nie jestem szczególnie zadowolona z tych zdjęć. Jeśli wybiorę coś z nich, wrzucę je tutaj, jeśli nie.. No cóż, raczej nie będziecie żałować ;)
Najpierw byłam w górach i pomimo tego, że zupełnie nie chciało mi się tam jechać, było całkiem ciekawie! Udało mi się trochę odpocząć od ścieżek, które przemierzam codziennie, i od widoków, które są mi tak dobrze znane. Upolowałam kilka drobiazgów i postanowiłam je Wam pokazać, bo co jak co, ale z wakacji zawsze przywożę jakieś drobne "łupy" :)
W malutkim, czeskim miasteczku znalazłam.. Foremki. Postanowiłam wykorzystać je przy lepieniu z modeliny (kiedyś wspominałam, że od czasu do czasu też się tym zajmuję).
Poza tym strasznie urzekły mnie takie zeszyty - i chociaż w myślach odsuwam od siebie cokolwiek, co jest związanego ze szkołą, zdecydowanie nie mogłam ich nie kupić. Są śliczne c:
Linger załapała się za to na taki worek. Tuż przed wyjazdem miałam zamiar uszyć jej taki podróżny plecaczek, ale pośpiech i wykrój robiony na szybko sprawiły, że plecak - nie owijając w bawełnę - wyszedł koszmarnie! Nie pokażę go Wam. Nadal chcę uszyć mojej Pannie coś w takim kształcie, ale zdecydowanie bardziej będę musiała nad tym popracować.
Poza tym - spełniło się moje największe wakacyjne marzenie. Od kilku miesięcy zapowiadałam rodzicom, że mogę nigdzie nie jechać, że liczy się dla mnie tylko Woodstock. I wreszcie ja też mogłam znaleźć się w Kostrzynie! Nie spędziłam na Woodstocku całych trzech dni, ale i tak jestem zadowolona. Już wiem, że to moje miejsce, że odpowiada mi ten klimat, ta atmosfera. Ważne jest także to, że byłam na koncercie jednego z moich ulubionych polskich zespołów - mowa o happysad. Marzyłam o tym koncercie od jakiegoś czasu. W przyszłym roku mam zamiar jechać na cały Woodstock i nic mnie przed tym nie powstrzyma :) Było naprawdę genialnie! Przywiozłam nawet ze sobą kilka drobiazgów:
Na koniec dodam jeszcze, że od paru lat marzę o podróży do Grecji. Moje marzenia są podsycane przez takie książki jak "Stowarzyszenie Wędrujących Jeansów" czy filmy typu "Mamma Mia!". Komu nie przypadły do gustu malutkie, greckie miejscowości z białymi domkami wtulonymi w strome zbocza? Ja najbardziej chciałabym pojechać na Santorini, podobnie jak moja Przyjaciółka, która w tym roku miała przyjemność spędzić tydzień na wyspie Thassos. Przywiozła mi świetną bransoletkę i pocztówkę :)
I choć zawsze sądziłam, że z moim wyjazdem do Grecji będę musiała jeszcze sporo poczekać, w przyszłym roku razem z Is mamy zamiar wybrać się na jakiś obóz młodzieżowy.. Właśnie tam. Snuję plany i przeglądam różne zdjęcia, ale nie chcę się jeszcze napalać bo wiem, że przedtem czeka mnie ostatnie 10 miesięcy w gimnazjum..
A jeśli zastanawiacie się, co z moimi podopiecznymi - nie martwcie się, szykuję notkę! Po prostu od czasu do czasu miło jest zrobić taki wpis "nielalkowy", w którym można zawrzeć trochę z własnego życia :) Zdecydowanie nie mam czasu na drugiego bloga, a wplatanie tutaj innych notek chyba nie jest takie złe, prawda? Przy tych lalkowych wolę Was nie zanudzać swoją paplaniną, ale jeśli nie lubicie tego słuchać, koniecznie dajcie mi znać c: